Grupa: Użytkownik
Posty: 20 #453419 Od: 2010-2-15
| Związek – tak trudno, tak łatwo W dzisiejszych czasach, już niezależnie od wieku, nie ma większych problemów z rozpoczęciem jakiegoś związku emocjonalnego. Czy to nastolatki, czy ludzie tuż po dwudziestce, albo nawet ci bardziej dojrzali. To wszystko jakoś „samo przychodzi”, jak mówią. Jedno spotkanie, jakaś impreza i już – trafia się na kogoś, o kim bardzo szybko zaczyna się mówić: „jestem z nim/nią”. Nie potrzeba nam już dzisiaj kilkunastu spotkań, głębokich rozmów, wzajemnego poznawania siebie, swoich upodobań, by związek zaistniał. Tak, przyznać trzeba, że coraz częściej najważniejszą rolę odgrywają wyłącznie zewnętrzne walory – jak kto wygląda, czy się spodobał, ewentualnie jakim samochodem jeździ oraz jak jest ubrany. Wiem, spłycam w tym momencie i pogląd ten wyraźnie krzywdzi osoby, które z większym dystansem podchodzą do związków uczuciowych, ale – hola! - mówimy to o szerokiej skali zjawiska, a nie o wybitnych, pojedynczych jednostkach, które jeszcze nie zatraciły się we wszechogarniającej masówce. Istnieją, jak zawsze, dwie strony – ci, dla których związek jest czymś spontanicznym, działaniem chwili i szaleństwem duszy, a są i tacy, którzy – nim komuś zawierzą swe serce, duszę i ciało – potrzebują czasu i dogłębnego poznania partnera. Skłaniam głowę w szacunku przed tymi drugimi, choć nie wątpię, że ludzie z tej pierwszej kategorii zarzuciliby mnie stwierdzeniami typu: „trzeba łapać chwilę, żyć pełnią życia, cieszyć się młodością, chwytać dzień dzisiejszy, bo jutro niepewne”.
Męskim okiem: Zwiazek i zdrada
Cóż... każdy ma prawo do własnego sposobu na życie ale – uwaga! - moim zdaniem, taka filozofia nie jest prawdziwym „życiem”. Prędzej czy później czas szumnej młodości się kończy i nagle z siłą młota kowalskiego bolesna prawda wali nas w łeb: Życie to również odpowiedzialność i umiejętność zapewnienia sobie bytu. To odpowiedzialność za siebie, a czasami i za drugą oraz trzecią osobę. Bywa, że z tych „szybkich związków” tworzy się równie „szybkie małżeństwo”. Jeszcze przed ślubem wiadomo, że powodem stała się tak samo „szybka ciąża”. I co się dzieje? Ano lądujemy nagle twardo na tyłku i okazuje się, że już nie jest tak różowo. Osoba, z którą trzeba wieść codzienne życie jest kimś, kogo właściwie nie znamy. Co bowiem wie się o drugim człowieku, skoro nie poświęciło się czasu na jego poznanie, nim zadeklarowano chęć bycia razem? Nic, albo prawie nic... Gdy nadchodzi potrzeba zatroszczenia się o rodzinę, gdy brakuje miejsca na głośne imprezy, szalone całonocne zabawy, tygodniowe wojaże po podrzędnych hotelikach w samochodzie podarowanym na osiemnastkę przez rodziców, zazwyczaj okazuje się, że dwoje ludzi nie ma już ze sobą absolutnie nic wspólnego. I związek umiera śmiercią naturalną, zamieniając się w codzienną, pełną zrezygnowanej akceptacji wspólną wegetację lub kończy się rozwodem i dzwoniącym w uszach pytaniem: „Czy było warto???” |